 |
Majowe świętowanie
W dniach 1-3 maja 2003 roku w Centrum Dialogu i Kształcenia "Theotokos" w Gliwicach, odbyło się pierwsze spotkanie młodych ludzi, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu lat byli wolontariuszami JEV. Celem tego trzydniowego spotkania była integracja wszystkich, którzy uczestniczyli w projekcie JEV. Organizując to spotkanie założyliśmy sobie, że ci, którzy byli wolontariuszami, mogą z jednej strony pragnąć dalszego zaangażowania w osobisty rozwój, a z drugiej życzliwie myśleć, i pomagać w rozwoju polskiego JEV.

To było nasze pierwsze rocznicowe spotkanie! Na świętowanie dotarło dwudziestu jeden ex-jevitów. Najliczniejszą grupę stanowili wolontariusze z ostatniego roku JEV. Był z nami także o. Andrzej Sarnacki, który zajmował się JEV w jego początkach, nie zabrakło też ludzi nam życzliwych, którzy przyjaźnie wspierają JEV. Obecna była także Agnieszka Wróbel, która nigdy nie była wolontariuszką JEV, lecz chętnie pomaga nam w promocji JEV w Warszawie, i służy dobrymi radami w kwestii public relations.
Pierwszego dnia poznaliśmy tych, którzy przed nami, lub po nas brali udział w projekcie. Chcieliśmy przypomnieć sobie czas wolontariatu. Wszystko po to, byśmy wracając pamięcią do tamtych chwil, zadać sobie także pytanie o to, co możemy chcieć jako ex-jevici od JEV, i co jako ex-jevici możemy zrobić na rzecz innych.
Drugiego dnia spróbowaliśmy przekonać niedowiarków, że nasza organizacja ciągle się rozwija. Spotkaliśmy się z ludźmi z "zewnątrz", którzy pracują dla JEV, i poświęcają temu swój czas i energię.
Trzeciego dnia zastanawialiśmy się nad tym, co przyniosły wspólnie spędzone dni, i co mogło z nich wyniknąć dla nas w przyszłości.
Aleksander Pindral, zastępca kierownika Schroniska im. św Brata Alberta we Wrocławiu na ul. Bp. Bogedaina 5. Od 6 lat angażuje się w pomaganie bezdomnym. Pracuje etatowo w schronisku dla bezdomnych mężczyzn, prowadzonym przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Równolegle realizuje studia doktoranckie na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego. W rozprawie doktorskiej traktował będzie o uwarunkowaniach wychodzenia z bezdomności.
Kontakt: olekpindral@poczta.onet.pl
"Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta jest katolicką, niezależną organizacją dobroczynną. Celem Towarzystwa jest niesienie pomocy osobom bezdomnym i ubogim w duchu patrona - św. Brata Alberta. Przyczyną i głównym celem udzielanej pomocy jest dawanie świadectwa chrześcijańskiej miłości bliźniego i miłosierdzia niezależnie od tego czy pomoc zakończy się jakimś widocznym sukcesem, czy też nie. Towarzystwo realizuje swoje cele głównie poprzez: zakładanie i prowadzenie domów całodobowego pobytu, schronisk, noclegowni, kuchni, łaźni i innych placówek. Towarzystwo opiera swoją działalność na pracy społecznej swoich członków. Do prowadzenia swych spraw może zatrudniać pracowników. Dla realizacji swoich celów statutowych może współdziałać m.in. z samorządem terytorialnym, Kościołem Katolickim oraz z organizacjami pozarządowymi.
Uważam, że JEV całkowicie trafił z pomysłem jeśli chodzi o minimalny okres czasu, jaki powinien w danym ośrodku spędzić wolontariusz, by pobyt ten przyniósł pożytek jemu i placówce. Nie sprawdzają się w naszych schroniskach krótkie, kilkudniowe praktyki szkolne czy niesystematyczne nie zaplanowane wizyty wolontariuszy. Takie formy współpracy mają sens tylko na okoliczność przeprowadzania zbiórek rzeczowych i pieniężnych. Zdecydowanie dłuższego pobytu wolontariusza w schronisku wymaga przygotowanie go do pełnego uczestnictwa w życiu placówki. Pełne uczestnictwo to dla mnie ten etap czyjejś pracy w placówce, gdy stopień znajomości i zrozumienia misji tej placówki, przepisów wewnętrznych, organizacji pracy, standardów zachowań pracowników, wszystkiego co jest specyficzne dla tego miejsca, pozwala danej osobie samodzielnie realizować postawione przed nią zadania w zgodzie z ww. elementami. 10 miesięcy wolontariatu daje Jevitom szansę osiągnięcia tego etapu, jeżeli dobrze wykorzystują swój czas.
Jak zauważam, wdrażanie się wolontariusza w pracę w schronisku i -ogólnie rzecz biorąc - w życie tej placówki, dokonuje się pewnymi etapami. Zaproponowane przeze mnie nazwy dla poszczególnych etapów mają postać czysto roboczą. Etapy te charakteryzuję następująco:
I ETAP - Podglądactwo. Wolontariusz przychodzi i zaczyna od przyglądania się wszystkiemu i wszystkim. I nawzajem - pracownicy oraz mieszkańcy "przyglądają się" jemu. Mają miejsce pierwsze rozmowy wolontariusza z mieszkańcami, ale bardziej kurtuazyjne niż rzeczowe. Oznacza to, że bezdomny opowiada swój poprawiony, wybielony życiorys, natomiast druga strona wzrusza się. I dobrze, bo na tym etapie w kontaktach wolontariusza z bezdomnymi chodzi głównie o uzyskanie u nich akceptacji. W tych pierwszych rozmowach wolontariusz nie ingeruje jeszcze w system przekonań bezdomnych, choć jest tam wiele do zrobienia. Póki co robi tylko... dobre wrażenie. Równolegle poznaje podstawowe schematy pracy w placówce, wypracowane w oparciu o regulaminy, grafiki, itp. Dopuszcza się na tym etapie wykonywanie przez wolontariusza drobnych prac. Podstawą uczestnictwa w tych pracach jest raczej znajomość kryterium "jak się to robi", niż "dlaczego tak się to robi". Ale pytanie "dlaczego?" prawdziwie zaangażowanego wolontariusza powinno nurtować od początku.
Na II ETAPIE, który nazwałem na swój użytek etapem: "Wolontariusz pyta, więc jest", przypomina on swoją postawą dobrze wyrośniętego 2-latka, któremu trzeba dostarczyć wiele szczegółowych informacji w odpowiedzi na zasadnicze pytanie "dlaczego?" Upraszczając, o ile na wejściu wolontariusz przyjmuje ład zastany, to potem, gdy swoimi działaniami ma utrwalać ten ład, potrzebuje uzasadnienia dla takich, a nie innych, przejawianych i zalecanych przez pracowników postaw i działań wobec bezdomnych. Dobrze jeżeli zaakceptuje te procedury, gdy żaden element tego ładu nie stanie w konflikcie z jego przekonaniami opartymi na przyjętym systemie wartości. Tu powiem, że w kontaktach z wolontariuszami JEV nie notujemy takich konfliktów, bowiem zaangażowanie tak jednej jak i drugiej strony w pracę na rzecz innych ludzi ma to samo uzasadnienie. Jest realizacją przykazania miłości bliźniego. Oczywiście dyskusji może podlegać kwestia na ile miłość ta odzwierciedlać ma miłość matczyną, a na ile miłość ojcowską. Twierdzę, że w pracy z bezdomnymi więcej razy sprawdza się ta bardziej twarda miłość - ojcowska.
I tak nasz wolontariusz zaczyna stopniowo dorastać do III ETAPU, dla którego zarezerwowałem specjalną nazwę "JEV-ita doskonały". Wolontariusz pełniej uczestniczy w życiu schroniska, już mniej szablonowo, a bardziej w oparciu o własną wrażliwość, utrwaloną wiedzę i nabyte umiejętności. Próbuje te elementy trafnie indywidualizować w stosunku do poszczególnych mieszkańców schroniska. Będąc dobrze zorientowanym w sposobach naszych oddziaływań na bezdomnych i w tym czemu one mają służyć, uprawniony jest próbować własnych sił na tym polu. Śmiało można pozwolić mu realizować konkretne zadania, gdzie czuje, że jego talenty znajdują najpełniejsze wykorzystanie Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby wolontariuszowi udało się wykazać swoją pracą, że coś można zrobić inaczej, lepiej. Jednym słowem wolontariusz na tym etapie to już nowa jakość. Jego postawa, sugestie i oceny mogą odświeżać naszą wrażliwość na ludzi bezdomnych, którym służymy swoją pracą. Oto więc dokonało się, mamy przed sobą wolontariusza zawodowca, wolontariusza profesjonalnego. Szczerze dziękujemy za każdego Jevitę, bo z jego pomocą możemy zrobić więcej dla osób potrzebujących. Zapewniam, że przez cały okres pobytu wolontariusza w schronisku podchodzimy do niego z najwyższym szacunkiem. Nie spieszymy się z "doświadczaniem" wolontariusza i stawianiem mu zadań, których realizacja niesie ryzyko rozczarowania i porażki. Staramy się być uważni, by wolontariusze nie wyręczali nas - pracowników w trudnych pracach, gdy Ci nie czują, że są na to gotowi."
Aleksander Pindral
^do góry ^
|
 |